logotype
  • image1 Loża żeńska Gaja Aeterna na Wschodzie Warszawy
  • image2 Samorozwój poprzez indywidualną pracę nad wartościami
  • image3 Wolność sumienia, poszanowanie godności i odmienności innych

Zmień swoje pytania, a zmienisz siebie

Do napisania deski: „Zmień swoje pytania, a zmienisz siebie” zainspirował mnie tak właśnie brzmiący podtytuł pewnej książki. Zanim pochłonęła mnie lektura, przyglądałam się tym słowom zastanawiając się, co spowodowało, że zrobiły na mnie niezwykłe wrażenie?

Aby zmienić pytania, trzeba wiedzieć, jakie one są teraz. Czy wiemy, o co naprawdę pytamy i jak pytamy?

Dziecko - cudowne stworzenie wolne od wiedzy i doświadczenia - pyta bez przerwy. Jego umysł, pobudzony ciekawością i pragnieniem zrozumienia świata, chłonie wszystkie wrażenia i doznania, nie kalkulując, co jest możliwe, a co nie.

Człowiek dorosły też pyta, ale jego pytania bardzo różnią się od pytań dzieci. Różnica tkwi w obrazie świata, jaki ma pytający.

„W umyśle początkującego jest wiele możliwości, w umyśle eksperta zaledwie kilka” zauważa filozof buddyjski. Kiedy człowiek ciągle fascynuje się światem – tym na zewnątrz i wewnętrznym mikrokosmosem – nie opuszcza go uporczywość dziecka i pasja wnikliwego badacza. Kiedy natomiast zawładnie nim „syndrom 4W – wszystko wiem, wszystko widziałem”, spętany jest przekonaniem, że ma prawo i moralny obowiązek wyrokować, co jest właściwe, a co nie, tropić luki czyjejś niewiedzy, wydawać osądy. Czy jest taki wiek, taka wiedza, takie doświadczenie, które uzasadniają utrzymywanie umysłu w kondycji „4W - wszystko wiem, wszystko widziałem”?

Miarą dojrzałości człowieka nie jest to, czy jeszcze zadaje pytania, lecz JAKIE zadaje pytania. Innym i sobie. Lektura książki, wspomnianej na początku, rzuciła nowe światło na kontekst oraz intencję pytań, zmieniających ich sens i użyteczność.

Parafrazując Sokratesa można powiedzieć: „Poznaj swoje pytania, a dowiesz się, kim jesteś”.

Zmiana, transformacja osobista, to droga wyboru każdego wolnomularza. Cokolwiek pobudza transformację, jest tej podróży sprzymierzeńcem. Jeśli zatem można poznać siebie, także poprzez zrozumienie swoich pytań – należy przyjrzeć się im i odkryć intencję, która za nimi stoi. Przekształcenie pytań wspiera zmianę osobistą – trzeba je więc dobrze zidentyfikować i, jeśli to konieczne, zmienić.

Jak każdy wolnomularz odkrywam i badam, próbuję zrozumieć i poznać siebie w różnych perspektywach i odsłonach. Zadaję pytania, przede wszystkim sobie. Nie na wszystkie znajduję odpowiedź. Nie jestem nawet pewna, czy istnieją jedynie słuszne odpowiedzi. Być może są pytania, które należy ciągle zadawać, nie zrażając się odmiennymi odpowiedziami, ponieważ tu i teraz mogą być prawdziwe.

W procesie samopoznania szczególne miejsce zajmują pytania dotyczące triady wolnomularskiej.Mój punkt widzenia na wolność, równość i braterstwo nie tylko był przedmiotem dociekań w trakcie aplikowania do loży, ale nadal jest, tak samo przed inicjacją jak i po niej. Każde nowe doświadczenie generuje impuls do przyjrzenia się najważniejszym w naszym życiu wartościom. Kolejny raz rozmyślam nad hasłami wolnomularskimi, tym razem w kontekście pytań, jakie słyszę i jakie sama zadaję.

W aspekcie prawnym, w kręgu kultury europejskiej każdy jest wolny. Są jednak pytania o wolność, które mogą wyzwalać gorące dyskusje, a nawet prowokować zajęcie skrajnych stanowisk. Czy np. osoba uzależniona - od seriali, Internetu, zakupów, używek, kredytów, czegokolwiek - jest wolna, czy nie? Czy osoba, która nienawidzi swojej pracy, jest wolna, czy nie? Czy osoba, która pod wpływem manipulacji przemierza kraj, aby wziąć udział w demonstracji, której nie rozumie, jest wolna, czy nie? Czy osoba, która doświadczając przemocy, nie potrafi się jej przeciwstawić, jest wolna, czy nie? Czy osoba pielęgnująca nienawiść i niezdolna wybaczyć doznanych krzywd, jest wolna, czy nie? Wątpliwości można kolekcjonować w nieskończoność. Tymczasem ktoś, kto osobę zmagającą się ze spłatami kredytów, własnym nałogiem, zrezygnowaną, manipulowaną, itd. dopytuje: „czy czujesz się wolna/wolny?”, nie docieka prawdziwych odczuć uwikłanej osoby, lecz w podtekście oskarża: „ile wolności możesz stracić, aby nadal jeszcze pozostać wolnym?”. Pozornie celne pytanie, tak naprawdę nim nie jest. To osąd, głęboki korzeń, z którego wyrasta założenie, iż osoba, przyzwalająca na ograniczenie swojej własnej wolności, jest słaba i zniewolona.

Czego więc doświadcza, czego uczy się człowiek formułujący tak wyrokujące pytanie? Czy sam jest wolny - od osądów i uprzedzeń?

Pytania-oskarżenia, pytania-osądy jak zasieki piętrzą się na drodze do wolności i równości. Czyż pytanie „Dlaczego znowu ja coś mam zrobić, dlaczego to ja muszę się poświęcać?” nie jest wartościujące? Czyż nie zakłada, że albo to ja jestem ten lepszy, bo więcej angażuję się, bardziej się poświęcam, albo jestem ten gorszy, ponieważ daję się wykorzystywać? Z perspektywy idei równości nie ma różnicy pomiędzy pytaniami „Dlaczego oni są tacy głupi?”, „Jak mogłem być taki głupi?”, „Dlaczego nikt mi nie pomoże?”, „Dlaczego ja musze pomagać?”,„Dlaczego X jest taki pewny siebie?”, „Dlaczego nikt mnie nie docenia?”. To w istocie te same pytania wyrokujące, że czyjeś zaangażowanie jest lepsze, czyjaś praca gorsza, jeden punkt widzenia jest lepszy, drugi gorszy, ta wiara jest lepsza, tamta gorsza, a brak wiary najgorszy itd.

Równość, jako absolutny brak wyznaczania pozycji wyższej bądź niższej, innym jak i sobie, jest aktem uniwersalnej pokory, uznaniem, że wszyscy ludzie podlegają tym samym prawom. Dlatego pytania osądzające siebie wartościują i oskarżają, w takim samym stopniu, jak pytania osądzające innych.

Wolnomularz całe życie doskonali się, szlifując kamień z niezłomną wiarą w sens i efekt masońskiej pracy. Nie może zwątpić w umiejętności rzemieślnika i jakość tworzywa. Pracując młotkiem i dłutem stopniowo uwalnia ukryte piękno. Każde pytanie dociekające prawdy, dobra i piękna jest jak miarowe uderzanie młotka, kruszącego skałę: „Co znajdę wewnątrz?”, „Kim jestem?”, „Jak mogę uczynić świat wokół piękniejszym, radośniejszym, szczęśliwszym, doskonalszym?”. Pytania osądzające, pełne zniecierpliwienia czy złości, są jak chybione uderzenia raniące dłonie rzeźbiarza; zwiększają ryzyko, że rozczarowany i zniechęcony twórca porzuci swoje narzędzia, niwecząc wykonaną już pracę. Czy rzeźbiarz, który zaniecha swego dzieła nadal jest artystą?

Z osądzania siebie i innych, żadna nowa wartość, żadna zmiana nie może zaistnieć. Osądzanie to walenie młotkiem po palcach, kara wymierzana za niedoskonałość. Przynosi ból, rozgoryczenie, gdy tymczasem zaklęta w kamieniu cudowna rzeźba pozostaje niedokończona.

Dlatego należy zauważać swoje pytania, przyglądać się im i zmieniać je. Pomimo, że realne i trwałe zmiany nie zachodzą z dnia na dzień, uświadomienie sobie i poznanie swoich pytań inicjuje proces transformacji. Zmiana pytań osądzających i wartościujących na dociekliwe i twórcze, otwiera nowe obszary poznania, sprzyja wnikliwemu badaniu wnętrza, dając nowe spojrzenie na najważniejsze wartości. Podtrzymuje autentyczną ciekawość, powodującą, że bez względu na wiek, doświadczenie, każda okoliczność staje się źródłem nowej wiedzy, z każdego zdarzenia można czerpać pytania: „Jak na tę sytuację mogę spojrzeć inaczej?”, „Czego się nauczyłam?” „Czego się dowiedziałam o sobie?”, „Jakie pozytywne intencje ma ten człowiek?”, „Ile mądrości, dobroci i piękna potrafię odkryć w drugim człowieku”, „Ile mądrości, dobroci i piękna potrafię dostrzec w sobie?”, „Co daję innym?”, „Czy zauważam, co dostaję?”, itd.

Jakie zatem pytania o wolność, równość i braterstwo pozwalają kontynuować twórczy wysiłek masona? Zgłębiam jedno z nich: czy wolnością, równością można się dzielić? Właściwie należałoby i to pytanie postawić inaczej, zamieniając „Czy?” na „Jak?”, ponieważ intuicyjnie, wiele osób odpowiedziałoby, że można dzielić się wszystkim, jeśli tylko ktoś ma na to ochotę. Jednakże, aby mówić o dzieleniu się muszą być spełnione przynajmniej 2 warunki. Po pierwsze - czymkolwiek chcesz się podzielić musisz to mieć. Po drugie – to, czym się dzielisz, musi mieć dużą wartość. Nawet, jeśli jesteś w posiadaniu czegokolwiek, co nie ma dla ciebie wartości - nie ma aktu dzielenia się. Można to oddać, pozbyć się, ale nie dzielić się. Dzieląc się czymś, co dla ciebie jest wartościowe, zapraszasz do współuczestniczenia.

Jak można dzielić się wolnością? Będąc samemu wolnym! Zapraszając do współudziału w odpowiedzialności. Dając innym przestrzeń i prawo cieszenia się z takiej wolności, jaką sami wybrali, ponieważ samo skorzystanie z możliwości dokonania wyboru jest wolnością.

Jak można dzielić się równością? Nie wyznaczając sobie pozycji ani lepszej, ani gorszej, nie osądzając, nie wartościując. Wyznawca równości odkrywa swoje pytania, zauważając i eliminując te, które w istocie nie są pytaniami, tylko wyrokującymi stwierdzeniami. Równość to zgoda na odmienność, akceptacja inności, to jednakowe docenianie siebie i innych.

Jak można dzielić się braterstwem? Po prostu dzieląc się - wolnością i równością. Dzielenie się jest aktem braterstwa, solidarności, wynika z poczucia wspólnoty.

Odkrywać i poznawać siebie można na wiele sposobów. Jednym z nich jest analizowanie pytań, jakie zadajemy innym i sobie. Niczym artysta, który nieustannie sprawdza stan i użyteczność swoich narzędzi, wolnomularz kontroluje intencję swoich pytań. Czy za nimi kryje się jedynie pragnienie pokazania i udowodnienia co wiem, co umiem, co mam, wydania osądu, czy intencją jest ciekawość, chęć poznania prawdy, dzielenia się, zrozumienia i zmiany?

Kiedy pytam o wolność nie osądzam jej. Cieszę się z możliwości wyboru. Kiedy pytam o równość, nie szukam jak ją zmierzyć. Dbam o nią. Tylko tak mogę się dzielić. Poznając swoje pytania nie przestaję uczyć się. Zmieniając pytania doskonalę narzędzia. Dążąc do mistrzostwa zwiększam uwagę, dbałość i precyzję.

Mona Caisy, 13.10.2012 r.