logotype
  • image1 Loża żeńska Gaja Aeterna na Wschodzie Warszawy
  • image2 Samorozwój poprzez indywidualną pracę nad wartościami
  • image3 Wolność sumienia, poszanowanie godności i odmienności innych

Straszne boginie – symbole żeńskiej energii kosmosu

Lilith – biblijna pierwsza partnerka Adama. Stworzona równocześnie uznawała się za równą Adamowi i jako jedyna istota na świecie – nie zamierzała się mu podporządkować. Kiedy Adam usiłował ją do tego zmusić, zbuntowała się. Na skrzydłach opuściła raj, uznając go za więzienie. Mówi się, że to ona przyjęła postać węża, by nakłonić Ewę do buntu. Uciekając Lilith chroni się na dnie Morza Czerwonego, można więc powiedzieć, że osiąga dno. Wysłanym za nią przez Boga aniołom nie udaje się nakłonić jej do powrotu, pomimo groźby utraty potomstwa. Lilith zatraca się w nierządzie z demonami, rodząc po sto dzieci dziennie. Dzieci giną, a Lilith w odwecie pożera ludzkie niemowlęta.

Durga - hinduska bogini – wojowniczka, uosobienie żeńskiej energii twórczej, zachowującej i niszczącej. Imię Durga oznacza Niedostępna, Nieprzystępna. Jest dziewicą, co oznacza, że jest sama dla siebie, że nie należy do nikogo.

Powstała z niemocy bogów wyczerpanych długotrwałą walką przeciwko demonom. Ich energia połączyła się w świetlistą kulę, a światłość skupiła się i przybrała postać kobiecą. Bogini o trzech oczach i wielu ramionach, z sierpem księżyca we włosach, dosiadająca tygrysa pokonuje całą armię Asurów używając miecza, topora, kija, lancy, czy trójzębu.

Kali – wydobyła się ze zmarszczonego gniewem czoła Durgi i na jej rozkaz pożarła resztki armii demonów, odcinając im głowy i języki, powstrzymując ich namnażanie się. Uznawana za najbardziej wojowniczy aspekt Durgi. Bogini czasu – Ta, która Pożera Czas. Kali jest zwykle przerażająca, zaniedbana, rozczochrana i wychudzona. Ma ciemnoniebieską lub zupełnie czarną skórę, chodzi przepasana obciętymi rękami, nosi naszyjnik z ludzkich głów. Śmieje się przeraźliwie odsłaniając ostre kły, tańczy szaleńczo z językiem na wierzchu. Jej okrucieństwo przeciwko złu jest bezgraniczne, a w trakcie bitwy jest w stanie zatruć się krwią demonów.

Tlal-te-cut-li - aztecka bogini zniszczenia i matka stworzycielka. Przedstawiana była jako samica krokodyla lub przykucnięty stwór ze szponami u dłoni i stóp. Na niektórych wizerunkach jej ciało pokrywała niezliczona ilość paszcz i oczu. Miała wysunięty język, podobnie jak Kali. Wierzono, iż nocami Tlaltecuhtli domaga się ludzkiej krwi i ofiar, aby zaspokoić swe pragnienie. Według legend bogowie Quetzalcoatl i Tezcatlipoca rozdarli Tlaltecuhtli, aby z dwóch części stworzyć od nowa niebo i ziemię, gdy świat przestał istnieć po kolejnym kataklizmie.

Czyż nie przypomina to babilońskiego mitu o Tiamat, rozerwanej przez Marduka na strzępy, z których powstał nowy świat?

Ale to nie wszystkie straszne boginie. Meduza – jedna z greckich Gorgon - miała twarz okropnie wykrzywioną, okoloną wijącymi się wężami, z językiem wysuniętym z ust. Jej upiorny wzrok zamieniał każdego człowieka w kamień.

Bogini Danu należy z kolei do najstarszych bóstw celtyckich. W mitologii iryjskiej jest jednocześnie uosobieniem urodzaju i żyzności oraz śmierci i zniszczenia. Wielu badaczy uważa, że składano jej rytualne ofiary z ludzi. Podobnie jak Tanit – kartagińskiej bogini płodności i wojny.

W popularnych opisach Lilith, Durga, Kali, Danu, Tanit, Tlaltecutli powszechnie kojarzone są ze śmiercią, seksualnością, krwawą ofiarą. Ale żadna z nich nie jest uznawana za boginię śmierci, sensu stricto. Nie towarzyszą umierającym w drodze do zaświatów. One zabijają, mordują, pożerają, są bezwzględne i okrutne. Jednocześnie są niezależne, nie należące do nikogo, nikomu nie dające się podporządkować. Ich szaleństwo kąpie się we krwi, rozczłonkowanych ofiarach, a okrucieństwo zdaje się nie mieć ograniczeń. Budzą przerażenie, odrazę, boją się ich ludzie i…demony.

Pożeranie, wypijanie krwi to akty wchłaniania, przejmowania najważniejszych mocy. Krew ofiarna syciła bogów – oznaczała wyjście poza ramy uporządkowanego świata. Świeża krew, surowe mięso, czy nawet krwawe ofiary nie odwołują się do porządku kultury, lecz do porządku Natury. Z tego powodu krew ofiarna zapowiadała oczyszczenie i powrót w odrodzonej postaci. Krew to boski pierwiastek życia. W alchemii krew symbolizowana jest przez rtęć, którą uosabia Merkury - boski łącznik. Krew łączy to, co pozornie rozdzielone. Czerwień w alchemii odzwierciedla doskonałość ponownego zjednoczenia ciała ze świadomością (soli z siarką). To proces oświecenia.

Według hermetyzmu we krwi (jak również w nasieniu) materializuje się najczystszy z elementów, pierwiastek przyczynowy, nazywany przez alchemików eterem a w hinduizmie akashą. Akasha, pierwotna energia stworzyła wszystko i utrzymuje wszystko w równowadze.

A zatem nie seksualność a płodność jest mocą tych bogiń. Nie śmierć, lecz zmiana, wieczna siła - twórcza i niszcząca jest ich atrybutem. Węże zamiast włosów bogiń wyraźnie nawiązują do przemiany, transformacji. To także symbol energii, nagiej, czystej siły, kodu życia, żeńskiej energii kundalini. Wysunięty długi język bogiń to zarazem tworzenie i niszczenie, miejsce połączenia dwóch światów – zewnętrznego i wewnętrznego.

Kali, jak i Durga, posiadają trzecie oko – symbol oświecenia, istoty doskonałej, znającej odpowiedzi, wyzwolonej i oświeconej. Jest archetypem wyzwolenia. Tlaltecutli dzięki licznym parom oczu i paszczom posiada zdolność widzenia absolutnie wszystkiego, jak i potencjał do pożarcia wszystkiego, co staje na jej drodze.

Walkom bogiń towarzyszy okrutna bezwzględność, determinacja, nieprzewidywalność, destrukcja, które nam ludziom wydaje się być ślepym szaleństwem, ale … czyż nie taka jest Matka Natura? We wszechświecie nie istnieje ani dobro, ani zło, ponieważ wszystko jest tworzone według niezmiennych praw. W tych prawach odzwierciedla się pierwiastek boski.

Medytacja wizerunków i atrybutów przywołanych bogiń odsłania ich prawdziwą naturę i cel – patronują śmierci ego – urojonego egocentrycznego postrzegania rzeczywistości, które jest męskim aspektem Całości natury ludzkiej. Umysł – Logos odłączony od Źródła, od żeńskiej części, zapomina o Całości; wypiera tę żeńską część siebie (Serce, Sofię) i skupia się na sobie – ego. 

Czaszki, ludzkie członki, którymi obwieszona jest Kali to symbole świata doczesnego; kurczowego utożsamiania się ego z ciałem i materią. Ostrzeżeniem, że przywiązanie do materialnych aspektów naszego życia przyczynia się do niepohamowanego wzrostu ego odcinającego nas od Źródła, przez co popadamy w iluzję zapominając o prawdziwej naszej naturze.

Lilith jest manifestacją buntu i zaprzeczeniem każdego ładu. Jest drugim biegunem jakiegokolwiek porządku. Reprezentuje dzikość i nieobliczalność. Na przemoc odpowiada ucieczką, wymknięciem się spod kontroli ego. Lilith była pierwszą, która z własnej woli opuściła mityczny raj, nie chcąc się podporządkować. Uosabia wykroczenie poza ustanowiony porządek i równowagę, niezależność, która zmusza ją do ucieczki poza system.

Durga to jedna z najwspanialszych i najbogatszych w znaczenie personifikacji energii kosmicznej. Toczona przez Durgę walka to odwieczne starcie między wiedzą i niewiedzą, prawdą i nieprawdą, boskim czynem szlachetnym utrzymującym świat w harmonii, a niszczącym świat ego demonów.

Według kosmologii alchemicznej całe stworzenie powstaje ze źródła energii i świadomości, określanego jako Chaos. W wielu mitach stworzenia świat został wykreowany przez wibrację dźwięku, słowo. Cóż było przez dźwiękiem? Według Greków Chaos, który określany jest jako „nieprzebrana pustka”, z której wyłoniła się pierwsza bogini – Gaja. W sumeryjskim micie Tiamat (Chaos) została przez Marduka zgładzona, rozerwana na strzępy, z których stworzono świat oparty na nowym ładzie. Ku jego czci w okolicach Nowego Roku odprawiano święte uroczystości w całej dawnej Europie, tak samo jak w Egipcie, Kanaan i na Krecie. Chaos został unicestwiony, zastąpiony porządkiem i wygnany do nieświadomości.

Kultura patriarchalna ustanowiła rządy Marduka – boga prawa i porządku. Nasza kultura nakazuje nam strzec się chaosu i zastępować porządkiem (ordo ab chao). Ale czyż ujarzmienie chaosu nie powoduje zahamowania zdolności twórczych, skostnienia, skamienienia jak pod strasznym wzrokiem Meduzy?

Terence McKenna w ciekawej dyskusji z Rupertem Sheldrake’m zwrócił uwagę, że kiedyś cieszyliśmy się symbiotyczną więzią, którą podtrzymywali szamani za pomocą plemiennych obrzędów z udziałem odpowiednich roślin. Między ludźmi a naturą panowała dynamiczna równowaga. Wspólnota plemienna, oddziaływanie zwrotne z żeńską roślinną macierzą biosfery, powstrzymywały rozwój ego. Podczas regularnych zgromadzeń i zbiorowych obrzędów zacierały się granice osobowe. Przeważała warstwa odczuwania i intuicji. Z czasem, na skutek zmiany klimatu i konieczności poszukiwania przyjaznych terenów do życia, wykształciły się nowe zwyczaje i nowe formy religijności, a do głosu doszło ego. Między ego a pełnym zrozumieniem rzeczywistości wzniósł się mur – jest nim strach ego przed podporządkowaniem się rzeczywistości chaosu. Oderwaliśmy się od chaosu, ponieważ lęka się go czołowy archetyp naszego świata – ego. Istnienie ego wyraża się w kategoriach kontroli. Ego nie znosi braku definicji, istnienia poza formą, ono żąda całkowitego wyjaśnienia.

Forma jest przejściową, nietrwałą próbą organizacji chaosu, zagęszczeniem energii w materię, która nawet z punktu widzenia najnowszej nauki okazuje się złudzeniem, mają. Ale ego jest bardzo przywiązane do formy, utożsamia się z ciałem, materią. Umysł - logos nieustannie wywiera presję, aby nazywać, określać, definiować i brać pod kontrolę coś co w istocie okazuje się być niedefiniowalne, nieprzewidywalne i nie dające się kontrolować.

Na końcu drogi podążania za strasznymi boginiami widzę ich niezwykłą moc kreacji, zmiany, odnowy, oczyszczania, łączenia. Bezkompromisową walkę o niezależność i nie skrępowaną niczym wolność przejawiania się istnienia. Nieokiełznane działanie, które wydarza się poza czasem, poza początkiem i końcem. Nieskończona transformacja życia w łonie natury może wydawać się szalona, nieobliczalna i, o tak, okrutna! Właściwością Natury jest nieprzewidywalność, ruch, nieustająca zmiana, narodziny i śmierć. Wieczne tworzenie, wieczne niszczenie, wieczne życie. Połączenie dwóch atrybutów: płodności i wojny jest manifestacją nieujarzmionej żeńskiej energii kosmosu.  Otwarcie się na nią jest zgodą na chaos, akceptacją braku wyjaśnień, nieprzywiązywaniem się do formy.

Czym zatem dla nas, kobiet i masonek, jest „ordo ab chao”? Zgodą na porządkowanie, przejęcie kontroli, przyzwoleniem na poskromienie chaosu, a więc i żeńskiej energii?

Mam świadomość, że to kontrowersyjne pytanie, jestem więc bardzo ciekawa Waszych refleksji.

Powiedziałam

M.·.C.·.