logotype
  • image1 Loża żeńska Gaja Aeterna na Wschodzie Warszawy
  • image2 Samorozwój poprzez indywidualną pracę nad wartościami
  • image3 Wolność sumienia, poszanowanie godności i odmienności innych

Pokora

Definicje pojęć abstrakcyjnych są z gruntu rzeczy ułomne i niewyczerpujące. Dzieje się tak dlatego, że pojęcia te należą do kategorii odczuwanych a nie rozumianych. Miłość, przyjaźń, zaufanie, wolność, poświęcenie, wiara - ilu odczuwających tylu definiujących. Wszelkie definicje takich abstrakcyjnych pojęć będą zawsze jedynie pewnym niedoskonałym uogólnieniem. Do takich pojęć należy pokora dlatego moje rozważania siłą rzeczy będą mieć charakter wysoce subiektywny.

Dlaczego pokora? Z założenia Wolnomularze to osoby poszukujące. Poszukujące zrozumienia świata, aby przez to móc odnaleźć harmonię we własnym życiu. Zrozumienie świata rozpoczynamy od siebie, przez samoobserwację, przez zestawianie swoich zachowań z zachowaniami innych, przez ciągłe weryfikowanie co się sprawdza jako postawa życiowa z co nie.

Pomysł napisania deski o pokorze przyszedł do mnie wiele lat temu jako skutek obserwacji kilku osób o wielkiej pokorze, ich spokoju, postawy życiowej, harmonii, niespalania się i prawdziwej umiejętności codziennego dziękowania losowi za to co mają, mimo, że czasem mają bardzo niewiele.

Próba definicji

Co w praktyce oznacza pokora? Czy to to samo co skromność? Co jest przeciwieństwem pokory? Pycha, rozumiana jako wywyższanie się i postrzeganie siebie w jakimkolwiek aspekcie jako lepszych od innych? A może nie tylko pycha? Może również brak wdzięczności i niedocenianie tego co mamy? Może przekonanie o własnej nieomylności czy wręcz nieśmiertelności? 

Pokorę można zdefiniować jako uznanie i zaakceptowanie własnej ograniczoności. Pokora często mylona jest ze skromnością, to również nie to samo, choć człowiek pokorny zwykle jest również skromny.

Jednak dziś świat wymaga od nas ciągłego autopromowania się, bardzo trudno jest funkcjonować w społeczeństwie zachowując skrajną skromność, jeśli jesteś zbyt skromny nie napiszesz dobrego cv, nie zaproszą się na rozmowę kwalifikacyjną, masz małe szanse na karierę naukową. Cenienie siebie i poczucie własnej wartości są nieodzownymi elementami sukcesu zawodowego i życiowego.

Czy pokora wyklucza mówienie o własnych pozytywnych dokonaniach, nakazuje je przemilczać czy ukrywać? Moim zdaniem nie o ile zachowamy umiar adekwatny do sytuacji. Umiar wynikający z szacunku dla innych. Bardzo ważną sprawą jest przy tym nasza intencja – zawsze wtedy kiedy naszą faktyczną motywacją jest chęć wywarcia na kimś wrażenia, że jesteśmy lepsi niż w rzeczywistości – wykazujemy się pychą a nie pokorą.

Nie jest jednak pokorą mówienie „Jestem przeciętnym studentem”, gdy znajdujesz w 5% najlepszych na roku. Nie jest pokorą mówienie „Mam 170 cm wzrostu” gdy masz 180 cm. Pokora powinna iść w parze ze zdrowym poczuciem własnej wartości – ze zrozumieniem zarówno własnych mocnych stron jak i własnych słabości. Pokora to niefałszowanie rzeczywistości, nie udawanie kogoś lepszego niż się jest w rzeczywistości ale również nie umniejszanie swoich zalet i zasług. Pokora to znalezienie złotego środka w postrzeganiu samego siebie. Prawda, najczęściej usadawia się pośrodku - nigdy nie jesteśmy tak fantastyczni jak nam się wydaje w chwilach triumfu i nigdy tak beznadziejni jak nam się wydaje w tych czarnych momentach.

Pokora to wreszcie umiejętność codziennego odczuwania wdzięczności za to, co mamy a co może nam zostać odebrane w każdej chwili. Nic nie jest dane raz na zawsze, wszystko raz dane może być kiedyś odebrane. Zrozumienie, że zasługujemy jako ludzie na wszystko co najlepsze ale jednocześnie nie traktowanie tych dobrych rzeczy jakie nas spotykają jako oczywistości. Człowiek pokorny jest człowiekiem świadomym tego, że może wszystko stracić w jednej chwili. Jest to jednak pozytywna świadomość – świadomość, która pozwala nam doceniać to co mamy a nie niepotrzebnie zamartwiać się.

Postawa aktywna w życiu, której jestem wielką zwolenniczką, wyznaczanie sobie celów i konsekwentne zmierzanie ku nim lecz ze zrozumieniem i zaakceptowaniem, że czasem bywa i tak, że życie pisze nam scenariusze ciut inne niż my sami. Cieszmy się tym co mamy, nawet jeśli jest wiele rzeczy, z których powodu cierpimy bo jest tak wielu, którzy z chęcią by się z nami zamienili.

Wczoraj wszyscy go szanowali, jeździł najdroższym modelem Mercedesa a dziś jest bankrutem w jednej parze spodni, którego żona opuściła. Wczoraj był światowym autorytetem, twórcą poważnej teorii naukowej, którą dziś obalił młody naukowiec. I najdrastyczniejszy a jednocześnie tak dobrze każdemu znany przykład tego jak życie uczy nas pokory. Wczoraj wieczorem kupił nowe firanki i tak się z nich cieszył, mówił o zmianie mebli w salonie, planował wyjazd a dziś … nie ma go już wśród nas. I nigdy już nie będzie.

Spacer po dowolnym cmentarzu bardzo dobitnie uświadamia nam, jak ulotne jest życie i jak na zakończenie zrównuje nas wszystkich. To chyba jedyny moment pełnej równości między ludźmi – kimkolwiek by nie byli za życia, jakichkolwiek tytułów by rodzina nie wypisała przed nazwiskiem na nagrobku prawda jest taka, że ich życie się skończyło i wszystkich nas wcześniej czy później czeka to samo.

Uczenie się pokory

Św. Bernard z Clairvaux uznał, że pycha i pokora są jak szczeble drabiny. Grzech pychy prowadzi nas w dół, a cnota pokory pozwala się wspinać. Psychologia mówi coś podobnego. Uczymy się i rozwijamy dzięki pokorze, pycha nam w tym przeszkadza – mówi Wojciech Eichelberger.

Pokory uczy nas samo życie. Przygotowując tę deskę uderzyło mnie, że słowo „pokora” i słowo „upokorzenie” mają ten sam źródłosłów. Po dłuższym zastanowieniu się doszłam do wniosku, że to ma głębszy sens. Pokory uczymy się …. przez własne upokorzenia. Przez zdarzenia, które nasze ego odbiera jako upokorzenia. Im większe ego tym trudniej znieść niepowodzenia, tym boleśniejszy będzie jakikolwiek przejaw tego, że świat niekoniecznie podziela nasze zdanie o własnej wielkości i wyjątkowości.

Czy znacie ludzi, którzy mają niewiele a jednak cieszą się z tego tak, że aż trudno to zrozumieć? Czy znacie ludzi, którzy mają prawie wszystko a brak w nich radości życia? Ci pierwsi mają w sobie dużo pokory i wdzięczności, ci drudzy z kolei wielkie ego, które trudno nakarmić do syta i które ciągle chce więcej. Główną przyczyną wewnętrznego braku szczęścia jest ego. Co ciekawe duże ego niekoniecznie idzie w parze z faktycznym wysokim poczuciem własnej wartości, a wręcz często jest tak, że duże ego świadczy o podświadomym niskim poczuciu własnej wartości i potrzebie jego kompensacji na zewnątrz. Pycha jest próbą stworzenia wrażenia, że jesteśmy kimś, kim tak naprawdę nie jesteśmy. Osoby o wielkim ego są często tak podatne na zranienie, że nawet drobne niepowodzenia odchorowują psychicznie i fizycznie. Osobom o dużej pokorze kolejny sygnał ze świata, że niekoniecznie są takie wyjątkowe nie spędza snu z powiek, bo one to już dawno zrozumiały i zaakceptowały.

Pokorny człowiek skupia się na swoich własnych błędach, a nie na błędach innych. Pyszny człowiek, przeciwnie, narzeka na wszystkich i jest przekonany, że został on skrzywdzony lub potraktowany nie tak dobrze, jak zasługuje. Pokora jest warunkiem uzyskania dojrzałości duchowej oraz psychicznej. Do tego też dążymy w wolnomularstwie.

Rytuał

W naszym rytuale, a w szczególności w rytuale inicjacji widać w wielu miejscach nawiązanie do pokory jako wartości, którą wolnomularz winien w sobie kształtować...

 /część wyłącznie dla wolnomularzy/

Życie lożowe

Po inicjacji, pokora siostry nadal jest poddawana próbom. Przychodzą tu do nas kobiety inteligentne, myślące, wykształcone, często zajmujące wysokie pozycje społeczne i zawodowe. A tu każe się im milczeć. Dyrektorki, prezeski, wykładowczynie, businesswomen, z tytułami wszelakimi, nie tylko przywykłe do publicznego zabierania głosu w charakterze autorytetu ale i często do przewodzenia i kierunkowania dyskusji, tu muszą milczeć. Nikt nie jest zainteresowany tym co mają do powiedzenia, nie mają głosu. Przy braku pokory to może być bardzo trudne do zaakceptowania, szczególnie gdy mistrzynie dyskutują na tematy, na które dana uczennica miałaby wiele do powiedzenia. Uczennica nie ma prawa głosu, nie ma prawa wyborczego, pozostałe decydują za nią a ona musi się podporządkować. Co więcej ma pomagać w kuchni, przygotowywać stół i sprzątać po agapie. To jest szok dla wielu. Nauka pokory przez upokorzenie. No bo jak to, ja – lekarz, profesor, nauczyciel, prawnik, „wstaw właściwe” mam zmywać brudne naczynia w kuchni i to po pracach, na których nie mogłam zabrać głosu mimo, że mam tak wiele mądrego do powiedzenia na ten temat?

Ostatnio rozmawiałam z Czcigodnym Mistrzem jednej z lóż, który zwierzył mi się, że od dwóch lat zwleka z podniesieniem do stopnia czeladnika ucznia, który w świecie profańskim jest „z zawodu dyrektorem” i siłą rzeczy swoje nawyki przenosi do loży. „Nie podniosę go dopóki nie zobaczę go znoszącego i zmywającego brudne naczynia w kuchni” – taka była konkluzja Czcigodnego Mistrza.

Ale i gdy już wolno nam mówić, nie możemy ulec złudnemu poczuciu, że to co akurat my mamy do powiedzenia w danej kwestii jest niezwykle ważne. Temu służy ograniczenie do jedynie dwukrotnego zabrania głosu w dyskusji. Przykładów nauki pokory w rytuale z pewnością można znaleźć więcej, również w rytuałach wyższych stopni.

Ale pokory uczymy się nie tylko wprost przez rytuał – sama droga wolnomularska rozumiana jako wszelkie relacje między nami – często boleśnie temperuje nam ego a przez to uczy.

Główną pułapką karmiącą ego w wolnomularstwie są zaszczyty, tytuły, funkcje i insygnia. Choć ich istnienie ma swoje uzasadnienie, bywa, że są błędnie interpretowane nie jako misja czy ciężka praca ale jako ukoronowanie zasług. Niebezpieczeństwo stwarzają zwłaszcza barokowe tytuły, na szczęście mniej obecne w naszych strukturach. Zawsze wtedy gdy mason zgłasza się na jakąś funkcję bo uważa, że mu się należy lub już należy jego motywacja jest niewłaściwa. Właściwą motywacją jest uznanie, że ma się możliwości i siły by poświęcić swój wolny czas i zrobić coś dobrego dla dobra ogólnego. Pokusa przenoszenia zwyczajów profańskich do masonerii i wspinania się po szczeblach „kariery masońskiej” bywa duża, na szczęście rzadka. Wolnomularstwo dostrzega tę pułapkę i symbolicznie pokazuje „tymczasowość” tytułów poprzez …

/część wyłącznie dla wolnomularzy/

Ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.

Innym doskonałym przykładem tego jak wolnomularstwo uczy nas pokory są wybory i otrzymanie w nich czarnej kuli. Oczywiście najmilej jest gdy otrzymuje się wyłącznie białe kule na swoją kandydaturę. Ale to właśnie czarna kula daje nam bodziec do zastanowienia się. Cóż bowiem ona oznacza? Ni mniej ni więcej to, że nie jestem tak idealna jak mi się wydaje, jest ktoś kto nie ocenia mnie, moich wypowiedzi lub formy moich wypowiedzi aż tak pozytywnie. Czy ma rację czy nie – nie da się odpowiedzieć na to pytanie, to nie jest kwestia racji czy braku racji tylko indywidualnego odbioru. To sygnał zwrotny, że być może nad czymś trzeba popracować, coś poprawić, coś zweryfikować. Czarna kula to wielka lekcja pokory ale i wielka lekcja demokracji. Siostra pokorna przyjmie wybór większościowy nawet jeśli nie świetlisty i da jej to bodziec do analizy i poprawy siebie, ego siostry pysznej zaakceptuje tylko świetlisty wybór a za czarną kulę się obrazi a nawet wycofa.

Zdarzają się też zbiorowe lekcje. Za każdym razem gdy ma miejsce jakiś zgrzyt, zawsze wtedy kiedy widzimy, że coś nie do końca wyszło tak jak powinno pomiędzy wolnomularzami – i nie chodzi mi tu bynajmniej o potknięcia w rytuale – to dla nas wielka lekcja pokory i nauka, że nie jesteśmy idealne. To moment kiedy mistrzynie cofają się do poziomu uczennicy i na nowo muszą pracować nad dojściem do mistrzostwa. To moment kiedy pokorna mistrzyni tytularna stwierdzi „daleko mi do mistrzostwa” a pyszna mistrzyni tytularna będzie szukać winy w drugiej. „Czy jesteś wolnomularską?” – Moje siostry mnie za taką uważają – nie mnie to oceniać, gdyż ocena własnej osoby jest trudna i niebezpieczna.

Sonia Lerska, 9.02.2013 r.